W czasie trwania wojny polsko-bolszewickiej polskie lotnictwo przeprowadziło kilka spektakularnych akcji, które można określić mianem jego mitów założycielskich. W polskim lotnictwie odwoływano się do nich przez kolejne blisko 20 lat. Pierwszy z tych mitów to prowadzone przez V. Dywizjon Lotniczy zwalczanie przepraw Armii Czerwonej przez Dniepr w maju i na początku czerwca 1920 roku. Drugim mitem założycielskim polskiego lotnictwa była walka III. Dywizjonu Lotniczego z bolszewickimi pociągami pancernymi na Podolu w mniej więcej tym samym czasie.
Trzeci mit założycielski dotyczy nieco późniejszego epizodu – zmagań z nacierającą na Lwów 1. Armią Konną. Do akcji doszło w drugiej dekadzie sierpnia 1920 roku. Obie strony konfliktu w tym czasie baczniejszym okiem spoglądały na sytuację na północnym odcinku frontu, gdzie Front Zachodni Michaiła Tuchaczewskiego szykował się do ataku na Warszawę. By temu zapobiec, Wojsko Polskie ściągnęło z południowego odcinka frontu niemal wszystkie rozporządzalne siły. Mniej rygorystycznie do zasady koncentracji sił podchodzono po stronie Armii Czerwonej. Tuchaczewski domagał się wprawdzie zabezpieczenia swojej południowej flanki przez południowego sąsiada – Front Południowo-Zachodni, ale dowódca tegoż frontu – Aleksander Jegorow, nie miał ochoty przyczyniać się do sukcesu Tuchaczewskiego. Dążył do własnego sukcesu – zajęcia Lwowa i był w tym gorąco wspierany przez członka Rewolucyjnej Rady Wojennej frontu Józefa Stalina oraz dowódcę najsilniejszej ze swoich armii – 1. Armii Konnej, Siemiona Budionnego. Postawa dowództwa Frontu Południowo-Zachodniego wielce ułatwiła stronie polskiej odwrócenie losów wojny na północy. Na południu los Lwowa zdawał się być przesądzony. Budionny wymanewrował niewielkie siły polskiej piechoty i ruszył na miasto. Jedynym polskim odwodem stał się III. Dywizjon Lotniczy w składzie 5. i 6. Eskadra Wywiadowcza oraz 7. i 15. Eskadra Myśliwska.
Dywizjonem dowodził w tym czasie amerykański ochotnik mjr pil. Cedric Faunt le Roy. Z żelazną konsekwencją Amerykanin wysyłał każdego dnia samoloty rozpoznawcze, by ustalić położenie oddziałów nieprzyjacielskiej kawalerii, a później kierował samoloty do nalotów nękających. Z większej wysokości rzucały one bomby na zgrupowania oddziałów jazdy oraz ich tabory, a później przechodziły do pikowania i ogniem broni maszynowej rozpraszały jazdę. W wyniku każdego jednego ataku oddziały bolszewickiej kawalerii nie tylko ponosiły straty, ale przede wszystkim ulegały rozproszeniu i potrzebowały czasu, by znów się skoncentrować i wznowić marsz na Lwów. Apogeum nalotów przypadło na 16 i 17 sierpnia. Dywizjon wykonał w tym czasie 125 lotów bojowych, wystrzelił blisko 17 tys. pocisków i zrzucił na nieprzyjaciela prawie 8 ton bomb. Personel latający był na skraju wyczerpania fizycznego i psychicznego. Zadanie zostało jednak wykonane. Większe siły polskiej piechoty i jazdy zdołały zaryglować Budionnemu dostęp do Lwowa, który zbliżył się do polskich pozycji obronnych dopiero 19 sierpnia.
Trudno wyrokować, czy bez ofiarnej postawy polskiego lotnictwa 1. Armia Konna zajęłaby Lwów. Ten związek operacyjny znacznie lepiej czuł się w wojnie manewrowej niż w zajmowaniu punktów oporu, którym Lwów z pewnością by się stał. W każdym razie akcja III. Dywizjonu Lotniczego całkowicie zapobiegła takiej ewentualności. W podziękowaniu za ofiarną służbę w obronie Lwowa wielu polskich pilotów i obserwatorów zostało odznaczonych Krzyżami Srebrnymi Orderu Wojskowego Virtuti Militari. W trakcie szarż przeciwkawaleryjskich III. Dywizjonu Lotniczego obrona przeciwlotnicza Armii Czerwonej śmiertelnie raniła sierż. pil. Stanisława Rozmiarka z 15. Eskadry Myśliwskiej. Wojsko Polskie straciło więcej samolotów, ale ich piloci względnie załogi miały więcej szczęścia.