Gdy w latach 1918-1919 rodziło się polskie lotnictwo wojskowe, Polska znajdowała się w bardzo trudnej sytuacji geopolitycznej. Toczono walki o niemal każdą z granic. Potrzebne były siły zbrojne, w tym lotnictwo wojskowe. Z uwagi na to do walki angażowano niemal każdy sprawny samolot. W dużej części, zwłaszcza na początku, były to konstrukcje poniemieckie.
Wyjaśnienie tego faktu jest bardzo proste. W 1918 roku większa część ziem polskich znajdowała się pod okupacją wojsk niemieckich, bądź prawnie stanowiła część terytorium niemieckiego. Gdy więc polscy żołnierze przejmowali władzę na lotniskach w Warszawie, Lublinie, Ławicy pod Poznaniem, gdy zajmowali położoną również w pobliżu tego miasta halę sterowcową, to w ich ręce wpadały niemal wyłącznie konstrukcje niemieckie: Albatrosy, DFW, LVG, Rumplery, Fokkery czy AEG. Znaczenie drugorzędne miał fakt, że były to produkty przemysłu kraju nastawionego krytycznie do niepodległej Polski. Front wymagał maksymalnego wsparcia lotniczego.
Zakończenie wojny polsko-bolszewickiej pozwoliło złapać oddech i dokonać przeglądu bazy sprzętowej. Spoglądając w przyszłość, zwierzchnicy polskiego lotnictwa oczekiwali oparcia polskiego lotnictwa wywiadowczego na francuskich Breguetach XIV i budowanych w Lublinie licencyjnych Ansaldo A.300. W eskadrach miały zostać tylko najwartościowsze niemieckie dwumiejscowe samoloty bojowe – LVG C.V oraz DFW C.V. Trochę inaczej wyglądało to w przypadku lotnictwa myśliwskiego – dość poważną rolę odgrywały nadal Fokkery D.VII. W lotnictwie morskim zbieraninę poniemieckich wodnosamolotów starano się zastąpić konstrukcjami włoskimi. Spośród samolotów produkcji niemieckiej w pierwszej połowie lat 20. XX wieku największe znaczenie miały stosowane w szkoleniu poczciwe Albatrosy B.II.
Samoloty w poważniejszym stopniu wykorzystywane przez Wojska Lotnicze w latach 1921-1925 znalazły swą charakterystykę w publikacji „Więcej niż piąta broń. Między wojną a pokojem, organizacja, personel i sprzęt polskiego lotnictwa wojskowego w latach 1921-1925″.